niedziela, 7 listopada 2010

Grunt to się przyzywczaić.

Człowiek szybko się przyzwyczaja, czy tego chce czy nie. Nauczyłam się już żyć nowym trybem. Czas leci jak szalony. Nie zdążę wrócić w piątek do domu a już muszę z niego uciekać. Piątek od zawsze był dniem ulubionym wszystkich, ale teraz jest dniem jeszcze bardziej wyczekiwanym. Człowiek docenia dopiero wtedy, gdy zaczyna tego brakować.Uwielbiam wracać do domu po całym tygodniu. Mimo zmęczenia tym całym pośpiechem, szumem, ludźmi którym brak uśmiechu, tą szarością to domuodżywam. Cudowne są te piątkowe wieczory pełne rozmów przy herbacie. To chwytanie wszystkiego na następny tydzień. Przez te trzy dni chce się zrobić tak dużo, łapię wszystko to czego mi brakuje, ładuję bateryjki na kolejnych parę dni, a jednocześnie padam wieczorem zmęczona jak mucha, ale w bardzo pozytywnym znaczeniu, wręcz takie zmęczenie sprawia mi przyjemność :) Wszystkie perełki już za dziś wyniuńkane, aż domyślanm się, że miały dość. Deszcz tylko mi przeszkodził w planach, bo miałam się pokrzątać to tu to tam, ale na szczęście w stajni nie pada i chociaż amatorska praca stajennego została w pełni wykonana. Jeszcze jutro wypełnianie płuc świeżym, wiejskim powietrzem i znów powrót do "mojej" betonowej dżungli ;)
A tak po za tym to słoiki z przetworami znikają z półek jak szalone, mm pycha! Do tego głowa pełna różnych pomysłów, ale zawsze jest jakieś "ale". Wasze blogi poczytuję regularnie, co przyprawia mnie raz o pełne sfrustrowanie jak widzę Wasze pasje, zamiłowania i co najważniejsze: talenty ! a raz o głowę pełną pomysłów i mnóstwo energii do działania!