poniedziałek, 30 maja 2011

Warsztatowo.

W sobotę wybrałam się na warsztaty terenowe do Doliny Rospudy. Było wspaniale. Widoki piękne. Wspaniale jest zobaczyć wszystko własnymi oczami, znając to tylko w teorii. Wszystko wpadało w ucho i zostało w głowie. Słuchanie ludzi, którzy opowiadają z wielką pasją o tym co robią to czysta przyjemność. Do tego mnóstwo sympatycznych ludzi, dzięki którym wyprawa przez bagna nie była wcale taka straszna, było wesoło i ciekawie ;]  Zdjęć napstrykałam całe mnóstwo, ale pokażę Wam tylko troszkę :]
Bawiłam się świetnie, mnóstwo się dowiedziałam i teraz wiem, że wybrałam najlepszy dla siebie kierunek, cieszę się, że mogę się uczyć tego co mnie interesuje i sprawia mi przyjemność.




Polowałam na nią kilkanaście minut, zanim usadowiła się na dłużej niz sekundę :)


Bez kaloszy nie było mowy o jakiej kolwiek wyprawie



Rosiczka, udało się nam ją wyszukać, jest taka niepozorna, a tak wiele potrafi :)





Łany wełnianek wokół jeziora wyglądały niesamowicie i bardzo wiosennie:


Wyprawę zakończyliśmy ogniskiem, słuchając opowieści leśniczego i doktora do późnych godzin nocnych:

 
Mam nadzieję powtórzyć coś podobnego w niedalekiej przyszłości! Pozdrawiam!

wtorek, 24 maja 2011

Rocznice

 tym przyjemniejsze im więcej ten rok od wydarzenia wniósł w nasze życie. Tym bardziej je świętujemy, im więcej się nauczyliśmy. Od 20.05.2010 roku stałam się bardziej odpowiedzialna za to co moje, nauczyłam się ponosić konsekwencje swoich decyzji, tych przemyślanych i tych trochę mniej, wiem, że czasem muszę z czegoś zrezygnować, choćby się miało to więcej nie powtórzyć, cierpliwość - było mi jej mnóstwo potrzebnej w tym roku, było dużo łez tych szczęścia i tych smutku, minął już rok, a wiem, że przed nami jeszcze wiele wspaniałych lat. Rok temu spełniło się moje marzenie, z zamkniętymi oczami mogę wyrecytować przebieg wydarzeń z tamtego wieczoru. Do dziś mam w głowie Jego głos, gdy dzwoni do mnie i każe mi się ubierać, przecież mój koń sam z przyczepy nie wyjdzie :) Przyjechała chuda, zabiedzona, cała w bliznach, z kilkoma włosami na krzyż zamiast grzywy, wystraszona, z opuchniętymi nogami. Mimo to była najpiękniejszym stworzeniem na ziemi. Chciałam być z nią tamtą całą noc, ale był nowy dzień! Ten rok wiele zmienił, jak myślę o tym, mam ogromny uśmiech na twarzy, bo wspaniale jest widzieć na własne oczy, jak dzięki Twoim staraniom, wyrzeczeniom, tak wiele się zmieniło. Dziś jest koniem z brzuszkiem, po bliznach nie zostało prawie ani śladu, nóżki są zdrowe, choć nie do pary :) Sierść lśni, grzywa rośnie, że nie nadążam z równaniem, ma ochotę, żeby coś napsocić, ma humory, a co najważniejsze, to ma ten błysk w oku.
Maryś w maju rok temu :



I maj bieżącego roku:




A co jeszcze u nas? Stadko pomniejszyło się o cztery kopyta. W sobotę Szok wyjechał do nowych właścicieli. Stało się tak jak chciałam, wszyscy są zadowoleni. Wierzę, że jest tak jak mi powiedziano, że będzie szczęśliwym koniem-ojcem, mam nadzieję, że tym razem moja naiwność i wiara w ludzi nie zamknęła mi oczu ;) Smutno trochę bez tej wredoty, Szoki kilka dni przed wyjazdem:



W stawie zamieszkało kilkadziesiąt nowych rybek, które pięknie oczyszczają i filtrują wodę, za to my rozpoczęliśmy sprzątanie wokół stawu, stare blachy i opony znalazły już swoje miejsce, a reszta już stoi w kolejce do usunięcia :)
Łąki wyglądają pięknie, najpierw zielone, a teraz żółte, chociaż powoli zaczynają się bielić, dmuchawce, latawce..a niedługo sianokosy ;]




Ach! Dora tuż przed Wielkanocą sprawiła nam cudowną niespodziankę! Co prawda byliśmy tego świadomi i już czekaliśmy na to, ale to takie wspaniałe uczucie gdy na świat przychodzą maleństwa, Dora zaszczyciła nas 4 pieskami i 1 suczką. Maluchy rosną jak na drożdżach, na zdjęciach kilka dni po urodzeniu, teraz już biegają i zaczynają psocić :)



Za tydzień kolejny powód do świętowania. Marsylia kończy 3 lata, jednocześnie wkraczając w wiek szkolny, a zatem, kolejny etap naszej wspólnej przygody się rozpoczyna!
Pozdrawiam Was!