Utrata przyjaciela boli, bardzo.
czwartek, 27 października 2011
Miesiąc.
Minął miesiąc a ja wciąż nie wierzę, że wszystko się stało. Śni mi się prawie każdej nocy. Chciałabym, żeby to był tylko sen. Wszystko się zmieniło. Bezpowrotnie. Na zawsze. Byłaś jedyna i niepowtarzalna. Tesknię.
czwartek, 4 sierpnia 2011
Do przodu.
Czas leci szybko. Nie zdążyłam się obejrzeć, a już mamy sierpień!
Na szczęście szybko, ale do przodu.
Rok pozytywnie zaliczony, moje największe 'wyzywanie' tego roku. Cieszę się bardzo, poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi, z którymi bardzo sympatycznie spędziłam ten rok studiów w mieście, w którym ciężko mi się było zaaklimatyzować i z którego co piątek czym prędzej wracałam do domu.
Pogoda nie dopisywała. Na szczęście sianko udało się nam zebrać w czas! Z jedną porcją mieliśmy nie łatwo, ale poradziliśmy. Teraz żniwa i można będzie sobie odpocząć może gdzieś poza domem :) ?
Maluchy rosną nam jak na drożdżach! Zostały jeszcze dwa z piątki rozrabiaków ( aukcja ).
Wybraliśmy się z nimi na wystawę w celach edukacyjno-rozrywkowych, my się rozejrzeliśmy, podpatrzyliśmy, pieski się socjalizowały, przy okazji spędziliśmy bardzo miły dzień tylko we dwoje :) Pieski zrobiły furorę wśród wystawców, niestety brak magicznego papierka wykluczał je, bez niego nie ma kariery wystawowej. Moja faworytka! Zauroczyła mnie swą nietypową maścią:
Do naszego stadka końsko-psiego dołączyli...
Kazio:
Franio:
Oraz Lidka :)
Kaczuchy szybko poczuły się jak u siebie, świetnie się czują i bardzo chętnie przebywają z ludźmi jeśli ma się dla nich coś dobrego. Jak jeszcze podrosną to będą regularnie odwiedzały staw :)
Do tego spędzam troszeczkę czasu w stajni, lecz nie swojej. Raz na jakiś czas mam możliwość wsiąść na różne konie i się doszkolić.
Zaś ze swoją szkapą pracujemy z ziemi. Dziś była z nami Kami, pracowało się świetnie za co bardzo mocno dziękuję! Mam nadzieję, że będziemy to regularnie powtarzać! Maryś spisała się świetnie!
Tym miłym akcentem chciałabym na dziś zakończyć! Pozdrawiam i życzę jak najwięcej słonecznych dni!
Na szczęście szybko, ale do przodu.
Rok pozytywnie zaliczony, moje największe 'wyzywanie' tego roku. Cieszę się bardzo, poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi, z którymi bardzo sympatycznie spędziłam ten rok studiów w mieście, w którym ciężko mi się było zaaklimatyzować i z którego co piątek czym prędzej wracałam do domu.
Pogoda nie dopisywała. Na szczęście sianko udało się nam zebrać w czas! Z jedną porcją mieliśmy nie łatwo, ale poradziliśmy. Teraz żniwa i można będzie sobie odpocząć może gdzieś poza domem :) ?
Maluchy rosną nam jak na drożdżach! Zostały jeszcze dwa z piątki rozrabiaków ( aukcja ).
Wybraliśmy się z nimi na wystawę w celach edukacyjno-rozrywkowych, my się rozejrzeliśmy, podpatrzyliśmy, pieski się socjalizowały, przy okazji spędziliśmy bardzo miły dzień tylko we dwoje :) Pieski zrobiły furorę wśród wystawców, niestety brak magicznego papierka wykluczał je, bez niego nie ma kariery wystawowej. Moja faworytka! Zauroczyła mnie swą nietypową maścią:
Bardzo duże wrażenie zrobiło na mnie skupienie psów na swoich właścicielach!
Do naszego stadka końsko-psiego dołączyli...
Kazio:
Franio:
Oraz Lidka :)
Kaczuchy szybko poczuły się jak u siebie, świetnie się czują i bardzo chętnie przebywają z ludźmi jeśli ma się dla nich coś dobrego. Jak jeszcze podrosną to będą regularnie odwiedzały staw :)
Do tego spędzam troszeczkę czasu w stajni, lecz nie swojej. Raz na jakiś czas mam możliwość wsiąść na różne konie i się doszkolić.
Zaś ze swoją szkapą pracujemy z ziemi. Dziś była z nami Kami, pracowało się świetnie za co bardzo mocno dziękuję! Mam nadzieję, że będziemy to regularnie powtarzać! Maryś spisała się świetnie!
Tym miłym akcentem chciałabym na dziś zakończyć! Pozdrawiam i życzę jak najwięcej słonecznych dni!
poniedziałek, 30 maja 2011
Warsztatowo.
W sobotę wybrałam się na warsztaty terenowe do Doliny Rospudy. Było wspaniale. Widoki piękne. Wspaniale jest zobaczyć wszystko własnymi oczami, znając to tylko w teorii. Wszystko wpadało w ucho i zostało w głowie. Słuchanie ludzi, którzy opowiadają z wielką pasją o tym co robią to czysta przyjemność. Do tego mnóstwo sympatycznych ludzi, dzięki którym wyprawa przez bagna nie była wcale taka straszna, było wesoło i ciekawie ;] Zdjęć napstrykałam całe mnóstwo, ale pokażę Wam tylko troszkę :]
Bawiłam się świetnie, mnóstwo się dowiedziałam i teraz wiem, że wybrałam najlepszy dla siebie kierunek, cieszę się, że mogę się uczyć tego co mnie interesuje i sprawia mi przyjemność.
Polowałam na nią kilkanaście minut, zanim usadowiła się na dłużej niz sekundę :)
Bez kaloszy nie było mowy o jakiej kolwiek wyprawie
Rosiczka, udało się nam ją wyszukać, jest taka niepozorna, a tak wiele potrafi :)
Bawiłam się świetnie, mnóstwo się dowiedziałam i teraz wiem, że wybrałam najlepszy dla siebie kierunek, cieszę się, że mogę się uczyć tego co mnie interesuje i sprawia mi przyjemność.
Polowałam na nią kilkanaście minut, zanim usadowiła się na dłużej niz sekundę :)
Rosiczka, udało się nam ją wyszukać, jest taka niepozorna, a tak wiele potrafi :)
Łany wełnianek wokół jeziora wyglądały niesamowicie i bardzo wiosennie:
Wyprawę zakończyliśmy ogniskiem, słuchając opowieści leśniczego i doktora do późnych godzin nocnych:
Mam nadzieję powtórzyć coś podobnego w niedalekiej przyszłości! Pozdrawiam!
wtorek, 24 maja 2011
Rocznice
tym przyjemniejsze im więcej ten rok od wydarzenia wniósł w nasze życie. Tym bardziej je świętujemy, im więcej się nauczyliśmy. Od 20.05.2010 roku stałam się bardziej odpowiedzialna za to co moje, nauczyłam się ponosić konsekwencje swoich decyzji, tych przemyślanych i tych trochę mniej, wiem, że czasem muszę z czegoś zrezygnować, choćby się miało to więcej nie powtórzyć, cierpliwość - było mi jej mnóstwo potrzebnej w tym roku, było dużo łez tych szczęścia i tych smutku, minął już rok, a wiem, że przed nami jeszcze wiele wspaniałych lat. Rok temu spełniło się moje marzenie, z zamkniętymi oczami mogę wyrecytować przebieg wydarzeń z tamtego wieczoru. Do dziś mam w głowie Jego głos, gdy dzwoni do mnie i każe mi się ubierać, przecież mój koń sam z przyczepy nie wyjdzie :) Przyjechała chuda, zabiedzona, cała w bliznach, z kilkoma włosami na krzyż zamiast grzywy, wystraszona, z opuchniętymi nogami. Mimo to była najpiękniejszym stworzeniem na ziemi. Chciałam być z nią tamtą całą noc, ale był nowy dzień! Ten rok wiele zmienił, jak myślę o tym, mam ogromny uśmiech na twarzy, bo wspaniale jest widzieć na własne oczy, jak dzięki Twoim staraniom, wyrzeczeniom, tak wiele się zmieniło. Dziś jest koniem z brzuszkiem, po bliznach nie zostało prawie ani śladu, nóżki są zdrowe, choć nie do pary :) Sierść lśni, grzywa rośnie, że nie nadążam z równaniem, ma ochotę, żeby coś napsocić, ma humory, a co najważniejsze, to ma ten błysk w oku.
Maryś w maju rok temu :
I maj bieżącego roku:
A co jeszcze u nas? Stadko pomniejszyło się o cztery kopyta. W sobotę Szok wyjechał do nowych właścicieli. Stało się tak jak chciałam, wszyscy są zadowoleni. Wierzę, że jest tak jak mi powiedziano, że będzie szczęśliwym koniem-ojcem, mam nadzieję, że tym razem moja naiwność i wiara w ludzi nie zamknęła mi oczu ;) Smutno trochę bez tej wredoty, Szoki kilka dni przed wyjazdem:
W stawie zamieszkało kilkadziesiąt nowych rybek, które pięknie oczyszczają i filtrują wodę, za to my rozpoczęliśmy sprzątanie wokół stawu, stare blachy i opony znalazły już swoje miejsce, a reszta już stoi w kolejce do usunięcia :)
Łąki wyglądają pięknie, najpierw zielone, a teraz żółte, chociaż powoli zaczynają się bielić, dmuchawce, latawce..a niedługo sianokosy ;]
Maryś w maju rok temu :
I maj bieżącego roku:
A co jeszcze u nas? Stadko pomniejszyło się o cztery kopyta. W sobotę Szok wyjechał do nowych właścicieli. Stało się tak jak chciałam, wszyscy są zadowoleni. Wierzę, że jest tak jak mi powiedziano, że będzie szczęśliwym koniem-ojcem, mam nadzieję, że tym razem moja naiwność i wiara w ludzi nie zamknęła mi oczu ;) Smutno trochę bez tej wredoty, Szoki kilka dni przed wyjazdem:
Łąki wyglądają pięknie, najpierw zielone, a teraz żółte, chociaż powoli zaczynają się bielić, dmuchawce, latawce..a niedługo sianokosy ;]
Ach! Dora tuż przed Wielkanocą sprawiła nam cudowną niespodziankę! Co prawda byliśmy tego świadomi i już czekaliśmy na to, ale to takie wspaniałe uczucie gdy na świat przychodzą maleństwa, Dora zaszczyciła nas 4 pieskami i 1 suczką. Maluchy rosną jak na drożdżach, na zdjęciach kilka dni po urodzeniu, teraz już biegają i zaczynają psocić :)
Za tydzień kolejny powód do świętowania. Marsylia kończy 3 lata, jednocześnie wkraczając w wiek szkolny, a zatem, kolejny etap naszej wspólnej przygody się rozpoczyna!
Pozdrawiam Was!
Pozdrawiam Was!
środa, 6 kwietnia 2011
Dobre rady.
Trzymałam się zimy kuroczowo, bo muszę się przyznać, że wiosny się bardzo obawiałam. Obawiam nadal. Boję się, że nie starczy nam sił, że ze wszystkim nie zdążymy. Jest tyle do zrobienia, nas tylko dwoje. A czasu jeszcze mniej, ja na uczelni, poza domem, On w pracy, jeszcze dalej, na wspólnie działania zostaje nam tylko niedziela (!), ja mam jeszcze sobotę. Staram się jak mogę, ale owsa dla koni nie posieję, przynajmniej jeszcze nie ;) Boję się, że zabaraknie nam sił na nas, chociaż wspólna praca może być jak wspólne gotowanie ;) ?
Może byłoby łatwiej, gdyby nie dobre rady, starszego pokolenia. Jednak dobra rada, nie zawsze oznacza dobrą. Starsi, mądrzejsi, więcej widzieli, przeżyli. Jednak takie podcinanie skrzydeł wcale nie pomaga. Nie oczekuję tu zakasania rękawów tylko dobrego słowa, motywacji otuchy, a byłaby mile widziana.
'Bo przecież będzie jeszcze czas, na starość, teraz zajmijcie się szkołą i pracą'. Szkoły nie mam zamiaru rzucić. On pracy też. Na starość to ja już bym chciała spokojnie patrzeć jak wszystko dobrze prosperuje i może przekazać pałeczkę młodszemu zapaleńcowi :)? Póki mamy siły, będziemy robić po swojemy, chociażby i nocami i niedzielami!
Pierwszy etap zakończony :)
Było tak:
Może byłoby łatwiej, gdyby nie dobre rady, starszego pokolenia. Jednak dobra rada, nie zawsze oznacza dobrą. Starsi, mądrzejsi, więcej widzieli, przeżyli. Jednak takie podcinanie skrzydeł wcale nie pomaga. Nie oczekuję tu zakasania rękawów tylko dobrego słowa, motywacji otuchy, a byłaby mile widziana.
'Bo przecież będzie jeszcze czas, na starość, teraz zajmijcie się szkołą i pracą'. Szkoły nie mam zamiaru rzucić. On pracy też. Na starość to ja już bym chciała spokojnie patrzeć jak wszystko dobrze prosperuje i może przekazać pałeczkę młodszemu zapaleńcowi :)? Póki mamy siły, będziemy robić po swojemy, chociażby i nocami i niedzielami!
Pierwszy etap zakończony :)
Było tak:
A jest tak, wykonanie zupełnie amatorskie, ale biorac pod uwagę, że robiły to dwie pary rączek w tym jedna moja, to jestem bardzo zadowolona, jeszcze tylko trzy do poprawki :
I nasza aktywnie dopongująca widownia. Nasz motorek napędowy :) :
Pozdrawiam!
sobota, 19 marca 2011
Planowanie.
Nie znoszę, gdy w ostatniej chwili jestem zmuszona zmienić całkowicie plan dnia, nawet jeśli jest to tylko mała jego część. Jestem człowiekiem, który lubi mieć wszystko poukładane, zaplanowane co do dnia, godziny i minuty. Ze swoim kalendarzem nie rozstaję się ani na krok. Nie raz jest to męczące dla mnie samej, niestety dla otoczenia także ;) Brak mi zupełnie spontaniczności.!
Budzę się dziś rano, zadowolona i usmiechnięta. Sobota! Będziemy coś robic, działać, wypełniać kolejną część naszego idealnego ( może zbyt wyidealizowanego.. ) planu na przyszłość. Niestety euforia trwała tylko do momentu odsłaniania okien.. Wiosna ma dziś chyba gorszy humor. I znów muszę na nowo weryfikować zamierzenia, co da się zrobić przy takiej, a nie innej pogodzie, o której, czy to jest sprawa ważna, przecież może być coś ważniejszego do zrobienia ;)
Zwariuję kiedyś sama ze sobą!
Jednak na szczęście coś się ruszyło. W poprzednią sobotę, pogoda dopisała i remont w stajni się zaczął. Dziś mimo wszystko mam nadzieję, że uda się skończyć jeden z boksów ( jak to moja mama mówi, remont końskiego pokoju). Na lato zaplanowane jest odświeżenie ścian i zaimpregnowanie drewnianych elementów stajni :). Chciałabym, żeby było wszystko JUŻ gotowe! Cierpliwości też mi brak ;) Na szczęście luby ma bardziej rozsądne i chłodniejsze podejście do niektórych spraw :)
W międzyczasie przepraszam się z garnkami, piekarnikiem i coś tam po cichutku się uczę. Pomidorowa i kokosanki zniknęły w ciągu jednego wieczoru :)
W międzyczasie przepraszam się z garnkami, piekarnikiem i coś tam po cichutku się uczę. Pomidorowa i kokosanki zniknęły w ciągu jednego wieczoru :)
I na koniec, damska część stadka, sceneria zimowa, niezdążyłam dopaść wiosennych klimatów z aparatem:
Subskrybuj:
Posty (Atom)