wtorek, 24 maja 2011

Rocznice

 tym przyjemniejsze im więcej ten rok od wydarzenia wniósł w nasze życie. Tym bardziej je świętujemy, im więcej się nauczyliśmy. Od 20.05.2010 roku stałam się bardziej odpowiedzialna za to co moje, nauczyłam się ponosić konsekwencje swoich decyzji, tych przemyślanych i tych trochę mniej, wiem, że czasem muszę z czegoś zrezygnować, choćby się miało to więcej nie powtórzyć, cierpliwość - było mi jej mnóstwo potrzebnej w tym roku, było dużo łez tych szczęścia i tych smutku, minął już rok, a wiem, że przed nami jeszcze wiele wspaniałych lat. Rok temu spełniło się moje marzenie, z zamkniętymi oczami mogę wyrecytować przebieg wydarzeń z tamtego wieczoru. Do dziś mam w głowie Jego głos, gdy dzwoni do mnie i każe mi się ubierać, przecież mój koń sam z przyczepy nie wyjdzie :) Przyjechała chuda, zabiedzona, cała w bliznach, z kilkoma włosami na krzyż zamiast grzywy, wystraszona, z opuchniętymi nogami. Mimo to była najpiękniejszym stworzeniem na ziemi. Chciałam być z nią tamtą całą noc, ale był nowy dzień! Ten rok wiele zmienił, jak myślę o tym, mam ogromny uśmiech na twarzy, bo wspaniale jest widzieć na własne oczy, jak dzięki Twoim staraniom, wyrzeczeniom, tak wiele się zmieniło. Dziś jest koniem z brzuszkiem, po bliznach nie zostało prawie ani śladu, nóżki są zdrowe, choć nie do pary :) Sierść lśni, grzywa rośnie, że nie nadążam z równaniem, ma ochotę, żeby coś napsocić, ma humory, a co najważniejsze, to ma ten błysk w oku.
Maryś w maju rok temu :



I maj bieżącego roku:




A co jeszcze u nas? Stadko pomniejszyło się o cztery kopyta. W sobotę Szok wyjechał do nowych właścicieli. Stało się tak jak chciałam, wszyscy są zadowoleni. Wierzę, że jest tak jak mi powiedziano, że będzie szczęśliwym koniem-ojcem, mam nadzieję, że tym razem moja naiwność i wiara w ludzi nie zamknęła mi oczu ;) Smutno trochę bez tej wredoty, Szoki kilka dni przed wyjazdem:



W stawie zamieszkało kilkadziesiąt nowych rybek, które pięknie oczyszczają i filtrują wodę, za to my rozpoczęliśmy sprzątanie wokół stawu, stare blachy i opony znalazły już swoje miejsce, a reszta już stoi w kolejce do usunięcia :)
Łąki wyglądają pięknie, najpierw zielone, a teraz żółte, chociaż powoli zaczynają się bielić, dmuchawce, latawce..a niedługo sianokosy ;]




Ach! Dora tuż przed Wielkanocą sprawiła nam cudowną niespodziankę! Co prawda byliśmy tego świadomi i już czekaliśmy na to, ale to takie wspaniałe uczucie gdy na świat przychodzą maleństwa, Dora zaszczyciła nas 4 pieskami i 1 suczką. Maluchy rosną jak na drożdżach, na zdjęciach kilka dni po urodzeniu, teraz już biegają i zaczynają psocić :)



Za tydzień kolejny powód do świętowania. Marsylia kończy 3 lata, jednocześnie wkraczając w wiek szkolny, a zatem, kolejny etap naszej wspólnej przygody się rozpoczyna!
Pozdrawiam Was!

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

aa! napisałam taki piękny komentarz!
aaa! ja! to już rok?! kiedy to mineło! wow! gratuluje! a Marycha bardzo sie zmieniła, taka baba z niej teraz! a jaki brzuch! dieta jej potrzebna :P
no no, duzo pracy przed wami . życze sukcesów! :) bede 3mac kciuki na pewno :)
mam nadzieje, ze niedlugo zaprosisz mnie na wycieczke po waszych włościach!! :)
Kama